czwartek, 28 lipca 2016

„Kim jesteś, Sky?” Joss Stirling [BOOK TOUR]

Tytuł oryginału: Findind Sky
Seria: Saga o braciach Benedictach #1
Tłumaczenie: Julia Chimiak
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczna stron: 382
Data wydania: 26 kwietnia 2013
Od momentu gdy Sky ujrzała Zeda po raz pierwszy, nie może o nim zapomnieć. Gdy okazuje się, że Zed porozumiewa się ze Sky bez słów i czyta jej myśli, powracają do niej głęboko skrywane cienie przeszłości i pojawia się zupełnie nowe zagrożenie.

Znalezienie swojej drugiej połowy nigdy nie było tak niebezpieczne.












Kim jesteś, Sky? przewijało się dość często na blogach i innych stronach internetowych, tak, że powoli zaczęłam czuć się jakbym coś ważnego mnie omijało. Więc kiedy tylko zobaczyłam, że Alicja w Krainie Książek organizuje book tour, nie zastanawiałam się długo. W końcu taka okazja, mogłaby się już nie powtórzyć. Teraz cieszę się, że tak postąpiłam, bo książka okazała się wręcz idealna na ten wakacyjny okres - przyjemna, lekka i nie zapadająca głęboko w pamięć, dzięki braku nacisku na poważniejsze tematy.

Ogólnie sam pomysł nie był maksymalnie oryginalny. Sawanci to tylko nowa nazwa dla ludzi, którzy potrafią np. widzieć aury, czytać w myślach, przewidzieć przyszłość itp. Samo posiadanie swojego przeznaczonego/swojej przeznaczonej też nie pierwszy raz pojawiło się w literaturze (niżej opowiem o tym więcej). Więc, co sprawiło, że mimo wszystko fabuła okazała się lekkim powiewem świeżości? Bo faktycznie okazało się, że wnosi coś nowego. Nie chcę Wam spoilerować, więc to pytanie pozostawię otwarte, a ci co przeczytali Kim jesteś, Sky? chyba zdają sobie sprawę, o czym mówię.
„Szczyty górowały nad miastem niczym sędziowie, przypominając nam ludziom, jak niewiele znaczące i krótkie jest nasze życie”
Sky jak główna bohaterka była całkiem dobra, ogólnie polubiłam ją, nawet bardziej niż połowę innych głównych bohaterek książek z gatunku paranormal romance, co jest niemałym wyróżnieniem. Grzeczna, miła, uroczo nieśmiała z kilkoma talentami i tajemnicami dotyczącymi jej dzieciństwa. Te tajemnice dotyczące jej przeszłości ciągnęły się przez całą książkę, dodając Sky nutkę niewiadomej i myślę, że gdyby nie one oraz fakt, że została adoptowana, to nie polubiłabym ją aż tak bardzo, a zamknęłabym ją w szufladzie z napisem: "niczym niewyróżniające się się główne bohaterki".

Zed podobał mi się. Podobał mi się tak mniej więcej do momentu, gdy rozpoznał w Sky swoją przeznaczoną. Zanim to się stało był typowym bad boy'em: arogancki, złośliwy, mający za nic szkołę i ludzi... itp., itd. Wiecie doskonale jak wygląda taka kreacja. Jednak po tym wydarzeniu, diametralnie zmienił swoje zachowanie. Nagle zrobił się miły, "przyjazny" dla otoczenia i przerażająco wręcz słodki. Może i ta zmiana aż tak bardzo by mi nie przeszkadzała, gdyby nie nastąpiła z jednej strony na drugą, a została umiejętniej poprowadzona. Niby autorka próbowała to wyjaśnić jakimiś sawantowymi problemami, ale nie przemówiło to do mnie w najmniejszym stopniu.
„Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, było się w kimś zakochać, bo gdzieś w głębi siebie pamiętałam, że miłość boli.”
Początek wątku miłosnego niestety nie przypadł mi do gustu. To całe bycie "przeznaczonymi" za bardzo przypominało mi miłość od pierwszego wejrzenia, za którą, jeśli mnie lepiej znacie, wiecie, że nie przepadam. Z resztą nie znoszę, kiedy w książkach, miłość do kogoś jest zakodowana od chwili narodzin. Dla mnie to wcale nie romantyczne, a sztuczne i jest kompletnym pójściem na łatwiznę ze strony autora, który nie musi męczyć się nad budowaniem uczuć bohaterów od podstaw. No, ale cóż poradzić. Dalej było lepiej, dzięki Sky, która przez większą część książki, również nie wierzyła w bycie "przeznaczonymi". Dodatkowo urok Zeda, który jakimś cudem ocalał po tej gwałtownej zmianie jego zachowania, nie pozwolił na dłuższą irytację i złość nad wątkiem miłosnym. 
„Czytaliśmy trochę o amerykańskich zwyczajach w Halloween i zrozumieliśmy, że to nasz obowiązek jak prawnych i szlachetnych obywateli Wrickenridge strzec drzwi w przerażających kostiumach i siać zepsucie zębów wśród młodszej części populacji.”
Czytanie Kim jesteś, Sky? było jak podróż do czasów moich pierwszych paranormalnych książek - ten sam klimat, to samo przejęcie losami bohaterów i ta sama nierzadko pojawiająca się irytacja. Było to naprawdę przyjemne przypomnienie, co jeszcze nie tak dawno temu (bo było to jakieś cztery lata temu) uwielbiałam, jakiego typu historie kształtowały mój dzisiejszy literacki gust. Serdecznie polecam, pomimo tej bardziej negatywnej niż pozytywnej opinii.

7/10

Seria Saga o braciach Benedictach:
Kim jesteś, Sky? - Jak cię wykraść, Phoenix? - Znajdę cię, Cristal

6 komentarzy:

  1. Czytałam ją już dobrych kilka miesięcy temu i podobała mi się, ale po kolejne tomy nie zamierzam sięgać;)

    gabxreadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo o tej książce słyszałam, bo faktycznie, swojego czasu często pojawiała się na blogach książkowych. Kolejne recenzje nie zrobiły na mnie jakiegoś większego wrażenia, uznałam, że to powieść raczej średnia, po którą sięgnęłabym przy okazji, ale raczej bez większych chęci. Po Twojej opinii niewiele się zmieniło, z tą różnicą, że (może pod wpływem wakacyjnej atmosfery), poczułam nieco większy pociąg do tego tytułu. Jeszcze się zastanowię - paranormale bardzo lubię, nawet jeśli są naciągane, a w lato fajnie przeczytać coś niezobowiązującego :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem mega ciekawa tej książki, bo, tak jak wspomniałaś, ostatnio dość często pojawiała się na różnych blogach. Cieszę się, że nie jest to jakoś wyjątkowo poważna pozycja, ponieważ ostatnimi czasy mam ochotę na lżejsze lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ją w planach, zobaczymy co z tego będzie :)

    http://recenzjebrunetki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo dobrego słyszałam o tej książce i nawet miałam ją w planach, ale nie wiem kiedy się za nią zabiorę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Eeee, wiesz co - dopiero na twoim blogu uświadomiłam sobie, że to swego rodzaju fantasy :D Ale ta miłość tak mnie odrzuca.... :D I masz rację, takie przeznaczenie zakochania jest serio sztuczne i takie nienormalne... To bez sensu. Przeznaczenie, że ktoś ma być ze sobą do końca życia - co za idiotyzm.

    OdpowiedzUsuń

Dzięki wielkie za każdy komentarz, zwłaszcza taki, który nie składa się wyłącznie z np. ''Mam w planach'', ''Może przeczytam''. Każdy motywuje mnie do dalszego starania się i wkładania coraz więcej pracy i siebie w to co piszę :)

PS: Nie odpowiadam na komentarze typu: ''Obserwacja za obserwację?"

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...